|
środa, 10 lutego 2010
środa, 23 grudnia 2009
Nowa notka
Dopiero pozbawiona elementarnej przyzwoitości i wyczucia czasu choroba była w stanie mnie uziemić, niemniej jednak, dopiero przymusowy pobyt w domu dał mi możliwość napisania nowej notki. Pożeraczek czasu i energii są nie tyle święta (którymi w tym roku nie zajmuję się wcale), co przeprowadzka, remont i znów przeprowadzka- dokładnie w tej kolejności. Szczęśliwie, wszystkie formalności mamy już za sobą i pozostało nam zająć się już tylko urządzaniem własnych 4 kątów. Razem z nieocenionym Filetem zbiłyśmy (właściwie we dwie!) kuchenne kafle przymocowane (uwaga!) cementem, a nie klejem jak pan buk przykazał. Dzięki naszym entuzjastycznym zabiegom kuchnia zaczęła przypominać budynek z czasów wojny w Wietnamie- stanowiła więc świetne pole do popisu dla murarza, który położył tynki. W ikei, w której robiliśmy zakupy okazało się, że jednak nie mam szans na spoważnienie- najpierw robiłam "ziuuum" relingiem, udając, że mam miecz świetlny, później z zawrotną prędkością jeździłam wózkiem w magazynie jak na hulajnodze. Niskie zawieszenie towarowych wózków pozwala na takie zabawy, nie to, co te supermarketowe buble:). Podczas zakupów Paweł też nie zachowywał się przyzwoicie, i co rusz podkradał innym kupującym ich wózki. Meble kuchenne pojechały w poniedziałkowy wieczór, więc zapewne za kilka dni czeka nas skręcanie ich:) Pozostało malowanie, tapetowanie i sprzątanie, także przeprowadzka- do której, nauczeni doświadczeniem po ostatniej przeprowadzce, weźmiemy mietków- siłaczy, którzy będą dymać z tym wszystkim. Miejmy nadzieję, że zdążymy do sylwestra i nowy rok oblejemy szampanem u siebie. Nie jest to jednak pewne:) Tak, czy inaczej- już niedługo na swoim:). http://www.youtube.com/watch?v=zbr2ao86ww0&feature=related Divorce DanceXD
piątek, 16 października 2009
środa, 14 października 2009
Ku pokrzepieniu serc
postanowiłam, w ten chujowy zimowy poranek, w który zwyzcajowe "aloha" nie przechodzi mi przez gardło, pokrzepić moich drogich czytaczy zdjęciem. Oto zdjęcie z sugestią palmy: Pokrzepia:)
sobota, 10 października 2009
Kulinarnie:)
Przepis na kurczaka. “Żałowała myszka żółwia, że w skorupie siedział.
niedziela, 13 września 2009
"Działacz PIS przebrał się za penisa"
Wbrew pozorom to tytuł artykułu. Zatkało mnie. Zacytuję, w razie, gdyby miało zniknąć: Michał Rachoń przeszedł do historii. Dzięki niemu po wpisaniu w Google nazwiska Putin pojawia się premier Rosji na polowaniu na tygrysy, podczas łowienia ryb w Bajkale i wielki członek z napisem "Putin". Za jego happening wściekł się Janusz Palikot, który uznaje, że ma wyłączność na używanie penisa w polityce. Rachoń sam siebie nazywa wywrotowcem. Po happeningu z Putinem i penisem przyznał na blogu, że go trochę poniosło. Tłumaczył, że miało być inaczej. Bo penis nie miał chodzić, tylko latać. Ale nie udało się napełnić helem odpowiednio dużego balonu, by go uniósł. Więc on sam musiał wejść w to penisowe ubranko i jeszcze trzymać na barkach dziewczynę, żeby urządzenie manifestacyjne prezentowało się na sztywno. Żeby robić za członka, trzeba być twardym, a nie miękkimJanusz Palikot żeby robić za członka, trzeba być twardym, a nie miękkim. A Pan jesteś cienias i mięczak. I dlatego jako penis jesteś Pan zupełnie niewiarygodny. Nie to co ja. Więc do nauki młody działaczu. Może cię wtedy prezes doceni. A teraz fota z tego happeningu, którą jęta chorą fascynacją wygrzebałam z netu:
wtorek, 08 września 2009
"Teren"
2 tygodnie słonecznego lipca spędziłam w odległym zakątku Suwalszczyzny na badaniach terenbowych, z których wróciłam bardziej stuknięta niż jak wyjeżdżałam. Efekt okazał się stały i mający tendencję do pogłębiania się za każdym wyjazdem (jak twierdzą starsi stażem koledzy). Badania były dość ogólne, a ich celem jest stworzenie monografii regionu w przeciągu 2 lat badań. Pierwszy wyjazd zajmował się kwestiami ogólnymi, robiliśmy, jakby to nazwać, rozeznanie co nas interesuje, czym konkretnie chcielibyśmy się zajmować i co jest, a czego nie ma. Baza znajdowała się w Przerośli, ale wyposażeni z rowery młodzi i pełni entuzjazmu badacze (czyli my) ogarniali teren znacznie większy. Nie będę wdawać się w konkretne opisy, które, choć dla mnie mogą stanowić źrodło niewyczerpanej fascynacji i radośnie niekoniecznie będą interesować czytelników. Z wyjazdu przywiozłam sobie prawdziwe gumofilce w rozmiarze 40 z toleracją do 3-4 rozmiarów na plusie. Rzeczywistośc, z którą się zderzyłam była niewiarygodna. Była męcząca- wiele kilometrów jazdy robionych każdego dnia, z reguły od 8-9 rano aż do wieczora, kiedy to wracałam, żeby w pośpiechu i zmęczeniu zjeść zupkę chińską, wziąc prysznic i zapaść w głęboki sen w chwili zetknięcia się głowy z poduszką. Wrażenia, z którymi wróciłam później do Warszawy- niezapomniane i bezcenne. Miejscowy bimber, będący swoistą tajemnicą poliszynela (nikt nie wiem kto pędzi, a pędzą wszyscy) piłam kilkakrotnie, zjadłam wędzone świńskie ucho (oby nigdy więcej), przedzierałam się rowerem przez zapomniane przez wszystkich polne drogi żeby tylko dotrzeć do odległego o kilka kilometrów od cywilizacji gospodarstwa. Słuchałam rewelacyjnych anegdotek o wojnie, partyzantce, która miała swoje serce w mojej ulubionej wiosce, obyczajach związanych z weselami i pogrzebami i codziennych probnlemach moich społeczności. Z każdym dniem było coraz ciekawiej, fascynacja wygrywała ze zmęczeniem. Chwile grozy przeżyłam jadąc samochodem 40km/h z niemal ślepym rozmówcą, który upierał się, że w okularach mu niewygodnie. Żeby tego było mało, uroczy skąd inąd pan jechał środkiem, czasami na czołowe z tirem. W stodole jednego z rozmówców znalazłam starą skrzynię posagową, niebieską w czerwone misterne wzory. Z każdym z moich rozmówców wiążą się zupełnie inne wspomnienia, obrazy, które stają mi przed oczami. Ciężko jest oddać ogrom emocji, które wywołuje we mnie to doświadczenie. Opowiadanie o rozmówcach z kolei wydaje mi się niesmaczne, przerażająco płytkie i niegodne etnologa. Powiedziałabym, że ci wszyscy ludzie dla wrażliwej osoby stają się jak lustro, w którym możemy się sami przeglądać, dostrzegać bezlitośnie odbite nasze wady i czasami też zalety. Wiele rzeczy nagle wydaje się zbyt małostowe, by zwracać na nie większą uwagę, problemy, które my uważaliśmy za ważne nieuchronnie spadają na sam dół priorytetów. Myślę, że odnalazłam się zaskakująco dobrze, nikt nie odmówił mi wywiadu, nikt nie wziął za świadka jehowy, nikt nie spuścił na drzewo. Wróciłam z długimi godzinami nagranych wywiadów i mnóstwem cennych informacji. Były chwile wolne- wypad na festyn archeologiczny do suwalskiej szwajcarii, gdzie z zapałem godnym lepszej sprawy namawiałam miłych panów wojów do pozowania do zdjęć bez koszuli (jakoś wszyscy chętni:D), poznałam pare miłych osób i zapewne zostałam obiektem westchnień kilku innych:)
niedziela, 23 sierpnia 2009
Tak, wiem, kurwa
... opierdalam się, ale obiecuję poprawę i trzy porządne notki. Niedługo, oczywiście.
sobota, 27 czerwca 2009
Stare, ale jare
Czyli stare wspominki i wiecznie śmieszne i świeże teksty:) ------------ Filecik- co tak objadasz ciasto dookoła? Mua- A tak się czaję. --------- Mua- Nie mogłę mieszkać w okrągłym mieszkaniu, bo będę się czuła jak ryba. --------- Smażymy pierogi u M&Msów. Mua- Ale pierogi ścierają się w ścierce, nie można ich wycierać! ------------ Maruda: Wpisz w google pedofil. Seramiś: i pedał! Max (czyta): poseł Wojciech Wierzejski... --------------- Aki: To niesprawiedliwe, że nie masz łaskotek Maxiu. Max: Trzeba by jeszcze jakieś stringi powiesić, żeby lepiej klimat oddawało. (patrzy wymownie na Seramisia) ---------------------- Makatka-> Ale pamiętaj, że Jezus cię kocha, a Wielki Brat podgląda. Max-< I wyciąga wnioski. Mua-> Dobrze, że tylko wnioski! -------------------- Tramwaj-> To wasz poziom dowcipu. Max (w szoku)-> To my mamy poziom?!?! :)
czwartek, 25 czerwca 2009
Zasłyszane na mieście
Tramwaj. Trochę ludzi, stoję na końcu, obok mnie jakaś dziewczyna gada z kumplem. Ona: Lubisz swoją pracę na basenie? On: Średnio, mam mały kontakt z ludźmi... Ona: Ale przecież masz kontakt z topielcami. Czasem są martwi, ale zawsze... Znalazłam to w starym zeszycie i scenka stanęła mi przed oczami. Pamiętm, że zaczęłam się dławić. |
Archiwum
Zakładki:
Aa! Wiedźmosquad
Akcje "zielone"
Deviantart
Kontrkulturowo
Kulinarne
Motocyklowo
Na wesoło
Podróże i globtroter:)
Przydatne adresy
Sushi
Zabaweczki
Znajomi
|